26 Maraton we Florencji to już historia…

A było tak; najpierw zrodził się pomysł, żeby pojechać na maraton w listopadzie, bo to koniec sezonu biegowego, więc wszyscy są wytrenowani , sprawni i żądni potwierdzenia swojej wypracowanej przez wiele miesięcy formy. Poza tym koniec listopada zazwyczaj daje gwarancję chłodu, nie upału. No i dobrze by było, żeby zmagania maratońskie odbywać w pięknym mieście, którego uroki odwracają uwagę biegacza od trudu długiego biegu. Do tych warunków pasowała znakomicie Florencja.
Z początkowo wielu chętnych na wyjazd, pozostała garstka Dystansowiczów i kilka zaprzyjaźnionych osób. Tak więc w sobotę ,wczesnym rankiem, rozpoczęliśmy wieloetapową podróż do Florencji: samochodem, samolotem, taksówką, jednym pociągiem i drugim pociągiem.
Na dworcu o pięknej nazwie, zapożyczonej od sąsiadującego z nim kościoła- Santa Maria Novella- byliśmy ok. 4-tej po południu. Idąc w stronę naszych hoteli i apartamentów, byliśmy zaskoczeni tłumem spacerowiczów- Florentyńczyków i turystów, po chwili dotarło do nas, że to przecież jest sobotnie popołudnie, a więc czas na typową włoską passeggiatę. Po zakwaterowaniu w pięknym apartamencie, , udaliśmy się na krótki spacer rozpoznawczy po mieście. Miasto urzekające swoimi wąskimi, starymi uliczkami, w których można się pogubić, majestatycznym Duomo, czyli katedrą Santa Maria dei Fiori z baptysterium i dzwonnicą Giotta, Placem Della Signoria ze słynną Galerią Uffizi i Palazzo Vecchio , oraz domem Dantego, w pobliżu naszej siedziby.
To wszystko oglądaliśmy i podziwiali w drodze na stadion, gdzie czekały na odbiór nasze numery startowe. Wieczorem przygotowaliśmy włoską i zarazem bardzo maratońską (z wyjątkiem może wina) kolację: makaron z pesto, posypany parmezanem. Smakowało wyśmienicie! W niedzielę dzień maratonu- wczesna pobudka, jajecznica i dobra kawa na śniadanie i przygotowanie do wyjścia, czyli panowie wskakują w stroje startowe, a my z Gosią- dodatkowo-wykonujemy profesjonalny makijaż sportowy.
W drodze na Piazzale Michelangelo, czyli miejsce startu ,spotykamy wielu maratończyków, wyłaniających się co chwila z mijanych uliczek. Podejmujemy decyzję, że nie skorzystamy z autobusów podwożących zawodników na wzgórze, tylko wdrapiemy się na nie bez pośrednictwa. Jest rześki poranek (ok.10 stopni) , niebo na razie bezchmurne, więc idziemy raźnym krokiem, podziwiając coraz pełniejszą panoramę Florencji, w miarę, jak jesteśmy coraz wyżej. Na szczycie wzgórza już tłum maratończyków i organizatorów, atmosfera typowo przedstartowa, robimy jeszcze zdjęcia z panoramą Florencji w tle widok zniewalający! Czas startu zbliża się nieubłaganie, więc zajmujemy miejsca w sektorze, czekamy .
Wreszcie jest start! Po ok.6 minutach wbiegamy na linię startu i rozpoczynamy maraton. Ponad 10 tysięcy osób z 63 krajów zbiega ze wzgórza , jeszcze biegniemy w tłumie, nie da się wyprzedzać, choć nogi same niosą, zbieg jest łagodny i nie odczuwamy zmęczenia, to dopiero początek. Zbiegać będziemy ok.5 km, potem płaska trasa prowadzi obrzeżami florenckiej starówki, szerokimi ulicami nad rzeką Arno, gdzie od promieni słońca chronią nas rozłożyste pinie rosnące w szpalerze wzdłuż alei, na 30-tym kilometrze wbiegamy do wielkiego parku, a na końcu starą kamienistą drogą biegniemy wzdłuż rzeki, przecinamy słynny most złotników, czyli Ponte Vecchio, skręt w lewo i już tylko ostatnie 2 km i 195 m dzieli nas od mety. Na Placu Santa Croce, na którym stoi jeden z najpiękniejszych i najsławniejszych kościołów florenckich ( z grobowcem Michała Anioła, Machiavellego, Giacomo Rossiniego i pustym sarkofagiem Dantego, który wygnany z Florencji odmówił powrotu do niej ), już czeka na nas tłum kibiców. A my- biegacze-pokonujemy ostatnie metry maratonu na niebieskim dywanie, szczęśliwi, że dotarliśmy do mety. Ja pomimo dużego zmęczenia- wykrzesuję z siebie siły, żeby te ostatnie metry przed metą pokonać maksymalnym sprintem. Dzięki temu udaje mi się wyprzedzić tuż przed metą jeszcze kilka osób. Potem nakładają na szyję medal, dają folię termiczną i… już po maratonie.
W domu robimy sobie kąpiel z solą bocheńską ( mamy wannę w apartamencie!),parę godzin relaksu i wyruszamy w miasto, by podziwiać Florencję by night. Potężna Duomo i wieża Giotta robią niesamowite wrażenie w poświacie księżyca. Włóczymy się we trójkę ,bez Gosi, która zmożona wirusem postanowiła zostać w domu. I ,choć nogi jeszcze bolą, to nie chce się nam wracać, tak jest pięknie. Wstępujemy do małej pizzerii, by zjeść wreszcie coś konkretnego (panowie pizze, ja lasagne), smakuje wszystkim wybornie. W poniedziałek umawiamy się z pozostałymi na zwiedzanie miasta. Wcześniej rezerwujemy miejsca w najlepszej wg. przewodnika- florenckiej pizzerii, bo to przecież andrzejki, a w naszej grupie jest dwóch solenizantów! Niestety pogoda nie sprzyja zwiedzaniu miasta; deszcz, który rozpoczął się w nocy nasilił się teraz, w ciągu dnia. Pada coraz intensywniej, robi się też chłodniej.
Wieczorem spotykamy się w słynnej pizzerii Il Pizzaiuolo. Stolik dla naszej siedmioosobowej grupy już czeka. Wkrótce miało się okazać, że bez rezerwacji nie mielibyśmy szans zjeść w tej pizzerii. Pomimo ulewnego deszczu, przed wejściem stoi spora liczba osób oczekujących na wolny stolik. A wokół tyle pizzerii i trattorii świeci pustkami, czekając na klientów! Pizze , w zgodnej opinii naszej biesiadnej grupy, okazały się wyśmienite! Niektórzy zjedli po dwie ! Dobrym domowym winem wypiliśmy toast za zdrowie naszych Andrzejów.
Niestety czas szybko mija. Nazajutrz wczesnym rankiem spotykamy się na dworcu Santa Maria Novella, by rozpocząć powrotną podróż do Polski. Samolot z Forli startuje z godzinnym opóźnieniem i z międzylądowaniem w Treviso. Ale dzięki zmianie trasy , lecimy przez chwilę nad morzem i oglądamy z okien Wenecję i płw. Istria . Po ok. godzinnym locie lądujemy w Pyrzowicach. Rozjeżdżamy się do domów, mając jeszcze świeżo w pamięci to, co przeżyliśmy we Florencji przez kilka krótkich dni.
W grupie florenckiejbyli: Daniel Trzaskoś , Zdzisek Szymczyna, Krystyna i Bogdan Turscy z Dystansu, Małgosia i Andrzej Obstarczyk z Zadyszki, Andrzej Macioł z AZS AWF Masters Kraków, Piotr Siatka z Krakowa, Dorota Wyleciał z Katowic, koledzy Daniela z Gorlic + osoby towarzyszące
Andrzej Macioł zajął pierwsze miejsce w swojej kategorii wiekowej!
relację z Florencji napisała Krystyna Turska

Leave a Reply